Wywiad z naszą podopieczną – Karoliną

Na portalu Forum Leczenia Ran został opublikowany wywiad z naszą podopieczną – Karoliną.

„Substancje, którymi zostałam oparzona, były silnie żrące. Nawet lekarze nie wiedzieli, jak z nimi postępować”.

Gdy pierwszy raz zobaczyłam swoje rany oparzeniowe, nie mogłam w to uwierzyć. Największą obawą było dla mnie to, że mój mąż nie będzie już mnie takiej chciał. Byłam przekonana, że on po prostu odejdzie. Bałam się także opinii innych ludzi. Do dzisiaj mam opory, by pokazać się choćby w koszulce z krótkim rękawem

W 2017 r. pracowałam w laboratorium badań niszczących i nieniszczących w jednej z gdyńskich firm przystoczniowych. Podczas jednego ze zleceń, które wykonywałam, zlewka z mieszaniną kwasu fluorowodorowego i azotowego wybuchła wprost na mnie wraz ze wszystkimi naczyniami szklanymi. Doznałam oparzeń II i III stopnia na 20 proc. powierzchni mojego ciała oraz licznych ran ciętych.
W laboratorium pojawiła się brunatnożółta chmura oparów chemicznych. Pamiętam, że ucieszyłam się, że widzę, ale byłam w szoku. Spojrzałam wtedy na moje ręce i udo, z których lała się krew. Dałam radę pobiec do łazienki i zacząć przemywać rany. Na miejsce została wezwana karetka. Gdy trafiłam na SOR, w wyniku utraty dużej ilości krwi traciłam przytomność i ją odzyskiwałam. Lekarze ratowali mnie przez 6,5 godziny – próbowali wyciągać szkła i tamować krwotok.

Zachęcamy do przeczytania. Karolina zmaga się ze skutkami ciężkich oparzeń chemicznych.

Może zainteresuje Cię